Słynna plaża La Pelosa z historyczną wieżą Torre della Pelosa i turkusową wodą
podroze

Sardynia – wyspa, która kradnie serce

Sardynia to wyspa, o której słyszałam od lat – te kolory morza, te dzikie plaże, te prehistoryczne kamienne wieże zwane nuraghe. Kiedy w końcu tu dotarłam, okazało się, że żadne zdjęcia nie oddają tego, co czujesz na żywo. Sól w powietrzu, zapach makii, turkus wody, którego nie sposób opisać. To było coś zupełnie wyjątkowego. 🌊

La Pelosa – plaża jak z bajki

Słynna plaża La Pelosa z historyczną wieżą Torre della Pelosa i turkusową wodą

La Pelosa to bez wątpienia jedna z najpiękniejszych plaż, jakie w życiu widziałam. Woda jest tu w takim odcieniu turkusu, że przez chwilę myślisz, że ktoś to podkręcił na zdjęciu – a tymczasem stoisz w tym naprawdę. Na skalistej wysepce stoi Torre della Pelosa, XVI-wieczna wieża strażnicza, która jest symbolem tej plaży. 🏰

Na horyzoncie widać wyspę Asinara – dawniej więzienie o zaostrzonym rygorze, teraz park narodowy, do którego można dopłynąć łódką. Stałam na skałach i patrzyłam na ten widok tak długo, że tata musiał mi przypomnieć, że mamy jeszcze inne miejsca do zobaczenia.

Nuraghe – tajemnica sprzed trzech tysięcy lat

Marianna stojąca przy wejściu do potężnego prehistorycznego nuraghe

Nuraghe to prehistoryczne kamienne wieże, które budowała na Sardynii tajemnicza cywilizacja nuragijska ponad trzy tysiące lat temu. Na całej wyspie jest ich ponad siedem tysięcy – to absolutnie niesamowite. Stanęłam przy wejściu do jednego z nich i poczułam, jak mały człowiek jest wobec historii. Kamienie bez zaprawy, a stoją do dziś. 🗿

Przy nuraghe często stoją romańskie kościółki z XI–XII wieku – ludzie zawsze wybierali te same wyjątkowe miejsca. Kościół Santa Sabina koło Silanus to jeden z najpiękniejszych takich przykładów – mała rotunda z czerwonymi dachówkami, obok której dumnie stoi stary nuraghe. Środkowa Sardynia jest pełna takich zaskoczeń.

Cala Fuili i Golfo di Orosei – raj dla oczu

Widok z góry na dziką plażę Cala Fuili z turkusową wodą i białymi skałami

Golfo di Orosei to chyba najbardziej spektakularny kawałek wybrzeża, jaki widziałam w życiu. Białe wapienne klify opadają pionowo do turkusowej wody, a między nimi kryją się dzikie plaże dostępne tylko od strony morza. Cala Fuili to jedna z tych, do której można dojść piechotą – i widok z góry zapiera dech. 🏖️

W klifach tego wybrzeża kryją się też słynne Grotte del Bue Marino – jaskinie, w których jeszcze kilkadziesiąt lat temu żyły foki mniszki śródziemnomorskie. Teraz można je zwiedzać łódką. Wsunąć nos w ciemną grotę i wyobrazić sobie fokę patrzącą na ciebie z ciemności – to jest dopiero wrażenie!

Orosei – sardyńskie miasteczko jak sprzed stu lat

Uliczka w Orosei z parasole Ichnusa i barokowym kościołem w tle

Orosei to typowe sardyńskie miasteczko, z którego prawdziwi turyści rzadko skręcają w boczne uliczki. A szkoda – bo tam właśnie kryje się serce Sardynii. Wąskie uliczki, barokowy kościół, stoliki z czerwonymi krzesłami na chodniku i parasole z napisem „Ichnusa” – to sardyńskie piwo, które smakuje tu inaczej niż gdziekolwiek indziej. 🍺

Sardyńczycy są spokojni, trochę nieufni wobec turystów, ale kiedy się do nich uśmiechniesz i powiesz „grazie” po sardyńsku – to „gràssias” – otwierają się natychmiast. To jedna z tych kultur, gdzie autentyczność nie jest na sprzedaż. I właśnie za to ją lubię.

Stintino i Isola Asinara – koniec świata po sardyńsku

Marianna stojąca tyłem nad turkusowym morzem Stintino z wyspą Asinara w tle

Stintino to mała miejscowość na samym północno-zachodnim cyplu Sardynii, z widokiem na Isola Asinara. Stałam na skałach, patrzyłam na tę wyspę i myślałam – co za miejsce do życia. Morze w tym miejscu jest tak przejrzyste, że widać każdy kamień na dnie, nawet na głębokości kilku metrów. 🏝️

Kozy przechadzające się swobodnie po kamiennych ścieżkach, gaje oliwne, od których bije zapach starości i żywicy – to Sardynia, której nie zobaczysz na Instagramie. I właśnie dlatego chcę tu wrócić. Nie na La Pelosę w środku lata, kiedy plaża jest zatłoczona, ale jesienią, kiedy wyspa oddycha.

Sardynio, jeszcze tu wrócę

Sardynia to wyspa, na której nie starczyło mi czasu na połowę tego, co chciałam zobaczyć. Nie weszłam do środka ani jednej jaskini od strony morza. Nie dotarłam do Alghero z jego katalońską architekturą. Nie zobaczyłam słynnej Sali w Sulcis ani nuraghe Su Nuraxi koło Barumini – największego i najlepiej zachowanego na całej wyspie. Nie plażowałam na Costa Smeralda i nie widziałam Capo Testa ze skałami wyglądającymi jak rzeźby. Lista jest naprawdę długa. Na szczęście Sardynia jest na tyle wyjątkowa, że usprawiedliwia każdy powrót. ✈️


📷 Chcesz zobaczyć więcej zdjęć z tej podróży? Zajrzyj do pełnej galerii!